środa, 21 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 49

PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ NIEOBECNOŚĆ! ZEPSUŁ MI SIĘ INTERNET DOPIERO WCZORAJ NAPRAWILI ;CC TYLE FILMIKÓW MAM NA YT DO NADROBIENIA ŻE SZOK



Rozdział pisałam przy Hallelujah śpiewanej przez Brada z The Vamps LINK Jeśli jeszcze tego nie słuchaliście to polecam, zakochałam
się w tym wykonaniu.


Weszłam do sali gdzie leżał Niall. Od razu w moje oczy rzucił się biały kolor ścian, usłyszałam przytłaczające pikanie maszyny, stojącej przy jego łóżku. Niepewnym krokiem podeszłam do niego, podsunęłam krzesło bliżej i usiadłam. Wyglądał okropie. Na głowie miał zawiązany bandaż i zszyty łuk brwiowy. Był cały posiniaczony i miał lewą ręke w gipsie. Chwyciłam jego prawą dłoń i splotłam
nasze palce. Było mi tak smutno, to ja powinnam tu leżeć nie on, on niczemu nie zawinił, to wszystko moja wina. Po cholerę zabierałam ten telefon. Po moich policzkach ponownie popłynęły łzy, oparłam głowę o nasze dłonie i zaczęłam cicho łkać.
-Niall...-odezwałam się.-Proszę obudź się.-zaczęłam swój monolog.-Potrzebuje cię, nie tylko ja, pod salą czeka osiem osób, żeby cię zobaczyć. Pomyśl o tych milionach fanów, którzy czekają na wieści o tobie. Jestem pewna, że zalewają się łzami, tak jak ja teraz, mimo, że cię nie znają, to pokręcone, ale dla nich jesteś ważny, dla nas wszystkich. Mam nadzieję, że walczysz, bo jak się obudzisz
i powiesz mi, że nie chciałeś się obudzić, to skopie ci tyłek. Słyszysz? Proszę obudź się, kocham cię. Niall, nie zostawiaj mnie.
-Izzy...-poczułam rękę na ramieniu. Szybko się odwróciłam.-Czas wracać do domu, jest już 22, odwiedziny się już skończyły.-powiedział Luke. Pokręciłam przecząco głową.-Wszystko będzie dobrze.
-Jest dla mnie ważny wiesz? Na początku był tylko przyjacielem, bo byłam zakochana w Zaynie, może ciągle jestem, nie wiem.-zacisnęłam powieki.-Ale teraz naprawdę go kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
-Rozumiem cię.-Blondyn usiadł obok mnie.
-Trochę głupio, że tak wyszło. Byłam pijana Zayn też. To mnie jednak nie usprawiedliwia.
-Niall już dawno ci to wybaczył.-uśmiechnął się.
-Skąd wiesz?
-Podobno jeszcze tego samego dnia, kiedy wyjechałaś, chciał po ciebie jechać.
-Naprawdę?-posłałam uśmiech Niallowi, choć wiedziałam, że tego nie widział.
-Tak. Chodź musisz odpocząć.
-Nie, ja go nie zostawię.-powiedziałam twardo.
-Ale musisz.-westchnął bezsilnie.
-Nie chcę spać dzisiaj sama.
-Będziesz miała wokół siebie ośmiu facetów jeśli tylko będziesz chciała.-zaśmiał się.
-Wole jednego, który tu leży.
-Wszystko będzie okej.-pociągnął mnie za rękę.
-Naprawdę nie chcę stąd iść.-ziewnęłam.
-Ale mnie to nie obchodzi księżniczko.
-Lukeeeee.
-Izzyyy. Mam cię wyciągnąć siłą?
-Proszę bardzo.-z  powrotem usiadłam. Chłopak westchnął i podszedł do krzesła, na którym siedziałam. Po chwili poczułam jego jedną rękę na plecach a drugą pod kolanami.
-Hemmings.-warknęłam, ale złapałam się jego szyi, żeby mnie nie puścił.
-Ta mi też miło.-otworzył drzwi i wyniósł mnie na korytarz. Ziewnęłam i oparłam głowę o jego ramię.
-Komuś chce się spać.-zaśpiewał ponuro Calum.
-Wcale nie.-zaprzeczyłam szybko.
-Jasne.-powiedziała cała ósemka jednocześnie.
-Pod szpitalem jest pełno fanek.-przybiegł Paul.
-O, ty też tu jesteś.-zawołałam.
-To mój obowiązek.-posłał mi lekki uśmiech.
-Barierki są już ułożone, więc powinniście łatwo przejść.
-Okej Lukas, teraz możesz mnie puścić.
-Nie.-powiedział Paul a ja posłałam mu zdziwione spojrzenie.
-Jak to?
-Lepiej żeby cię niósł, niewiadomo co się stanie.
-Ale ja mam nogi.-zamachałam nimi dla pewności.
-Po prostu siedź i nie marudź.-mruknął Luke i podrzucił mnie, żeby wygoniej mu się mnie niosło. Poddałam się. Całą grupą zaczęliśmy iść do wyjścia.
-Boję się.-szepnęłam chłopakowi do ucha.
-Nic ci nie grozi.
-Wcale nie idę z dwoma najsławniejszymi zespołami, chodzącymi po tej ziemi.-przewróciłam oczami.-Na ciebie rzucą się najbardziej, bo jesteś wokalistą.
-Nie schlebiaj mi tak.
-Uwaga, ochroniarze już są pod budynkiem zaprowadzą was do samochodów, trzymajcie się w grupie, nikt do nich nie podchodzi. Wyszliśmy przed szpital, od razu fanki zaczęły wrzeszczeć, schowałam głowę w szyi Luke'a. Mimo to widziałam dziewczyny, niektóre były całe zapłakane, jedne krzyczały, drugie je próbowały uspokoić. Istny chaos. W końcu dotarliśmy do vanów. W jednym jechali Liam, Calum, Ashton i Louis, a drugim ja, Luke, Harry, Zayn, Harry i Mikey. Wszyscy mieli dzisiaj spać u nas w domu.
Po godzinie byliśmy pod naszym domem, Luke pomógł mi wysiąść, bo szczerze mówiąc ledwo trzymałam się na nogach. Weszliśmy do domu, od razu poszłam do salonu i położyłam się na kanapie.
-Zjesz coś?-zapytał Ash.
-Nie.
-Musisz coś jeść.-powiedział Hemmings.
-Dajcie mi już dzisiaj spokój.-mruknęłam i udałam się do swojego pokoju, nie rozumieli, że na dzisiaj miałam dość. Jak pomyślałam o jedzeniu to zachciało mi się wymiotować. Martwiłam się o Nialla, miałam wyrzuty sumienia, a oni mi tu o żarciu. Westchnęłam, wzięłam ze sobą świeżą bieliznę i piżamę. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w przygotowane rzeczy.
Wyszłam z łazienki i od razu położyłam się do łóżka. Byłam zmęczona i przytłuczona dzisiejszym dniem. Ten wypadek był ostatnim, czego się spodziewałam. Ułamek sekundy, a twoje życie przelatuje ci przed oczami, dzieciństwo, dorastanie, wszystko.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Kogo licho niesie.
-Proszę.
-Izzy, przyniosłem ci kanapki z nutellą.-uśmiechnął się niebieskooki i usiadł obok mnie na łóżku.
-Dziękuję Luke, ale kiedy tylko na to popatrzę to mam ochoty iść do łazienki i wiesz co zrobić.
-Musisz coś zjeść.
-Uparłeś się?-pokiwał głową na tak.
-Ale tylko pół.
-Całą.-powiedział stanowczo. Pokiwałam głową, a on się uśmiechnął.-Zuch dziewczynka.-powiedział, a ja popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem. Podniósł ręce w geście obrończym i podsunął mi talerz pod nos. Wzięłam jedną i zaczęłam ją jeść. Miałam wrażenie, że już po pierwszym kęsie jestem pewna, ale jadłam dalej, żeby tylko Hemmo się odczepił. Po kilku minutach skończyłam.
-Zadowolony?-zapytałam z sarkazmem.
-To może jeszcze jedna?
-Nie wkurzaj mnie, miała być jedna zjadłam, nie zwymiotowałam na ciebie, więc się ciesz.
-Zluzuj majty.-kiedy zobaczył mój wzrok poddał się i chciał wyjść z pokoju, ale go zatrzymałam.
-Luke...-powiedziałam niepewnie.
-Tak księżniczko?
-Nie mów tak na mnie.
-Powiedz o co chodzi.
-Zostaniesz ze mną?-zapytałam.
-Tak, tylko pozwól, że odniosę talerz i skoczę pod prysznic okej?-pokiwałam głową, a on wyszedł z pokoju.
Mój telefon dał o sobie znać i zaczęła lecieć piosenka Justina 'Believe'. Wierzę...pomyślałam i podniosłam telefon z ziemi. Nieznany numer, uniosłam brwi i ze zdziwieniem patrzyłam na ekran, nie miałam pojęcia, kto to mógł być. W końcu oprzytomniałam i odebrałam.
-Halo?
-Izzy?
-Tak, kto mówi?-zapytałam, bo nadal nie byłam pewna kto to.
-Justin...kojarzysz? Bieber, twój idol?-uśmiechnęłam się.
-To naprawdę ty?
-Tak, dowiedziałem się o wypadku i pomyślałem, że zadzwonię.-powiedział.
-Zaraz, skąd masz mój numer?
-Serio Izzy, seriously?-zaśmiał się.-Jestem Justin Drew Bieber.
-Wiem jak się nazywasz.-przewróciłam oczami.
-Nieważne, po prostu zapytałem kogo trzeba. Jak się czujesz?
-Bywało lepiej.
-A jak Niall?
-Jak się w końcu obudzi to ci sam powie.-z oczu zaczęły płynąć mi łzy...znowu.
-Ejj, nie płacz proszę. Musisz wierzyć, że wyzdrowieje.
-Wierzę.
-No i tak trzymać. Chesz, żebym przyjechał?
-Jus, na pewno jesteś zajęty, ja jestem tylko twoją fanką, prawie się nie znamy...nie zmieniaj swoich planów.
-Ej, wydaję mi się, że mnie obraziłaś. Doskonale wiesz, że zrobię wszystko dla fanek i jeśli mam przelecieć pół świata, co z tego?!
-Nie chcę, żebyś miał przeze mnie problemy.-powiedziałam szeptem.
-Jestem Justin...
-Drew Bieber, tak pamiętam.-dokończyłam za niego.-Nie musisz mi się przedstawiać.
-Więc wszystko ustalone, rano widzisz mnie w swoim łóżku, to znaczy...domu, a ja przyjdę cię obudzić.-byłam niemal pewna, że drapie się po karku.
-Dobrze, ale jeśli nie będziesz mógł to nie przyjeżdżaj.
-Jestem...
-Wiem kim jesteś.-przerwałam mu.
-To do jutra, nie wiem czy cię coś ugryzło czy coś, ale lepiej posmaruj to czymś. Dobranoc.
-Dobranoc.-rozłączyłam się i lekko zaśmiałam. Co z niego za idiota, ale poprawił mi humor.
-Jestem!-przez drzwi wpadł zziajany Lukey, w tiszercie i dresach.
-Fajnie, nie zgadniesz kto do mnie dzwonił.
-Ymmm, Katy?-zaprzeczyła.-Rihanna?-znowu błąd.-Nie wiem. To mógł być każdy.
-Justin.
-Drew Bieber?!-pokiwałam głową.-To super.
-Jutro przyjeżdża.-chłopak zatrzymał się w połowie wchodzenia pod moją kołdrę.
-Tutaj?-zapytał.
-Tak, a teraz chodź już tu bo mi zimno.-przesunęłam się do ściany, żeby chłopak miał więcej miejsca.
-To był szalony dzień.-westchnął chłopak.
-To prawda...Luke...
-Tak księżniczko?
-On z tego wyjdzie prawda?-zapytałam i przytuliłam się do przyjaciela.
-Na pewno.-odpowiedział i przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Tak zasnęliśmy.



_____________________________________
Napisałam dwa rozdziały w ciągu dnia, szaleje. Wynik braku internetu
ehhh wiadomo, że dodam wam je w odstępach czasu więc okej
zastanawiam się czy może uśmiercić Nialla, co wy na to?
do następnego rozdziału...

idę się przespać i może będę miała odpowiedź czy uśmiercać czy nie  buahhahahahha
kto ma już ferie? bo ja nie ;c
Buziaczki!
~Isabella Greey


10 komentarzy:

  1. Nawet nie waż usmiercac Niall juz to nie będzie to samo a rozdział boski no i dodawaj kolejny :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. NAWET NIE PRÓBUJ!!!Rozdział jezt genialny czekam na kolejne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie!!!! Nial musi żyć blagam! Bez takich tragedii :/ Ja tez nie mam dopiero 2lutego :) czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie próbuj ! :) świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam Ferie , Naill ma zyc , zajebisty rozdzial poplakalam sie

    OdpowiedzUsuń
  6. NAWET MI NIE PROBUJ GO USMIERCAC
    ZNAM KOGO TRZEBA I MAM PISTOLET
    chociaz lubie takie dramy ze ktos umiera... wiem jestem straszna XD
    ale Niall? nie wiem jak by to sie potovczylo potem ale ty bys napewno cos wymyslila superekstrafajnego!
    do nastepnego! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na następny cudowny rozdział i nie uśmiercaj go
    Ja zapraszam cię na moje opowiadanie które pisze z koleżanką http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/2015/01
    Pozdrawiam serdecznie Olcia:*

    OdpowiedzUsuń