niedziela, 23 marca 2014

ROZDZIAŁ 15 cz 1


*
Zeszłam ze sceny i usiadłam na krześle obok. Choreograf miał z nimi mnóstwo problemów, zamiast go słuchać to się wygłupiali i latali po całej hali. Stwierdziłam, że nie będę nawet na to patrzeć, bo szkoda moich oczów. Wyjęłam telefon i włączyłam Wifi. Mi dużo do szczęścia nie potrzeba wystarczy dobry internet. Pierwsze co zrobiłam to włączyłam Twittera, nie wiem jakim cudem, ale na Timeline miałam pełno spamu do Harry'ego czy ja obserwuję tak dużo jego fanek? Wstałam i podeszłam do Harry'ego który akurat w tym momencie odstawiał dzikie pląsy.
-Przepraszam, ze przeszkadzam w ''tańcu''-zrobiłam cudzysłów w powietrzu.-mógłbyś dać mi swój telefon?
-A po co ci?-zapytał.
-Chce się pozbyć spamu o twój follow na moim timeline.-wyjaśniłam.
-Ale jak?-mój braciszek dzisiaj wolno myślał.
-Zrobię follow spree z twojego telefonu...mogę?
-Tak jasne.-wyciągnął z kieszeni telefon i mi go podał.-Tylko nie pisz głupot.-pogroził mi palcem.
-Spokojnie, postaram się.-uśmiechnęłam się do niego. Wróciłam na swoje miesjce i zajęłam się wciskania przycisku ''follow''. Naprawdę szybko mi szło wystarczyło wejść w profil i przycisnąć napis, nic trudnego a tyle radości dla drugiej osoby.
-Aaaaaaaaa Harry!-usłyszałam krzyk. Poderwałam się z krzesełka.-Harry! Nic cie nie jest?-ponownie krzyknął Louis. Zobaczyłam uformowane kółko, szybko pobiegłam na scenę. Szczerze mówiąc powinni mieć mniej tych schodków, bo może się człowiek przewrócić. -Harry!-ponownie krzyknął Lou.-Przepchnęłam się przez gapiów i kucnęłam przy leżącym Harrym.
-Co się stało?-zapytałam spanikowana.
-On...chyba zemdlał-odpowiedział Tommo.
-Harry...-szturchnęłam brata,-Harry...-on się nie ruszał. Po policzku popłynęła mi łza, byłam przerażona. Bałam się, że mu coś jest.-Dlaczego nikt nie dzwoni po pogotowie? Harry!-krzyknęłam.
-Co jest?-otworzył oczy i tak po prostu się mnie zapytał.
-Co?!-krzyknęłam i wstałam na równe nogi.
-Dała się nabrać!-krzyknął Lou i przybił z Harrym ''piątkę''
-Nie wierzę, że zrobiliście mi coś takiego!-krzyknęłam przez łzy.
-Oj siostra przestań -zaśmiał się i chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
-Wiesz jak się przestraszyłam?-w tym momencie miałam w nosie to, że może trochę przesadzam. Ten tylko się zaśmiał. Trochę mnie tym wkurzył.-A ty Tommo?! Wstydź się.-popatrzyłam na Lou. Chciał coś powiedzieć, ale zbiegłam ze sceny i chwyciłam moją torbę. Nie zwracając uwagi pobiegłam do wyjścia.

*********JOSH**********




Obserwowałem zdziwiony całą tę sytuację. Nie spodziewałem się tego, że ona tak zareaguje na ten mały żarcik. Może nie powinniśmy tego robić, ale...to było śmieszne, do czasu. Wszyscy staliśmy osłupieni patrząc jak siostra Harry'ego wybiega z hali. W końcu się ogarnąłem i ruszyłem za nią, w tym samym momencie zrobił to Zayn. Zmierzył mnie wzrokiem jakby chciał mnie co najmniej zabić. Czy ja o czymś nie wiem? Obu nas zatrzymał Paul.
-Zayn...-zaczął.
-Spieszę się.-powiedział Malik i chciał dalej biec, ale Paul zatrzymał go ręką.
-Nigdzie nie pójdziesz.-powiedział.-Musisz przećwiczyć parę piosenek.-Spojrzał na mnie.-Ty możesz biec, bo Harry zaraz na zawał padnie. Tim jest akurat dzisiaj z nami.-ucieszyłem się i ruszyłem do wyjścia.
- A on nie musi ćwiczyć?-usłyszałem za plecami krzyk Malika. Biegłem przed siebie szukając wzrokiem Izzy. Nigdzie jej jednak nie widziałem. Wbiegłem w ostatni zakręt i zobaczyłem ją przy wyjściu, właśnie odbierała wejściówkę VIP i jeszcze jakąś kartkę. Krzyknąłem do niej żeby się zatrzymała, ale ona tylko się obejrzała za siebie i wybiegła z budynku. No zajebiście. Jeszcze bardziej przyspieszyłem, dlaczego oni tu mają takie długie korytarze? Po chwili byłem na dworze, nigdzie nie było jej widać. Ruszyłem w pierwszą stronę, która przyszła mi na myśl: park.


*ISABELLA*


Be jest dziecinna. Śmiało możecie tak powiedzieć. Nie powinnam wybiegać, powinnam się śmiać razem z nimi, ale nie potrafiłam. Kiedy zobaczyłam Josha to po prostu wybiegłam z obiektu, po drodze schowałam VIPa i jakąś kartkę nawet nie wiem co tam było. Pobiegłam przed siebie, w tym przypadku do parku. Nie zauważyłam nawet, że przebiegłam przez jezdnie bez pewności, że nic mnie nie przejedzie, Dobrze, że nic nie jechało. Zatrzymałam się dopiero w środku parku. Zobaczyłam ławkę, na której usiadłam. Rozejrzałam się dookoła. Ludzie spacerowali, była piękna pogoda, jak można siedzieć w domu czy na jakiejś arenie podczas, gdy marnuje się takie piękne słońce? Popatrzyłam za mnie i zobaczyłam jakby kiosk. Tak to nazwę, chciało mi się pić po tym biegu. Co z tego, że to było tylko kilkaset metrów. Wstałam z ławki
i podeszłam do sklepiku. Przejrzałam wystawę, nic szczególnego na niej nie znalazłam. Zdecydowałam, że kupię pepsi i m&msy (nie ważne jak to się piszę xD).
-Dzień dobry!-przywitałam się grzecznie bo spodziewałam się jakiegoś starszego człowieka.
-Cześć!-odpowiedział mi młody chłopak. Nie powiem zdziwiłam się widokiem młodego, atrakcyjnego chłopaka, tak był przystojny w budce. Przez chwilę nie mogłam nic z siebie wydusić.-Hej...wszystko w porządku?-pomachał mi przed twarzą i się zaśmiał.
-Tak...jasne.-otrząsnęłam się.Zaśmiał się.-Co?-zapytałam.
-Patrz tam, jakiś koleś biegł i się prawie wywalił.-wskazał za mnie.-chyba kogoś szuka.
-A ja nawet wiem kogo...-mruknęłam gdy zobaczyłam Josha.-Słuchaj mogę cię prosić o przysługę?-zapytałam szybko.Pokiwał głową na znak, ze się zgadza.-Więc...możesz mnie schować?-zrobił zdziwioną mine.-Proszę?
-Okej, chodź do tyłu otworzę co drzwi.-powiedział i zniknął.Uważając, żeby Josh mnie nie zauważył powoli podeszłam do drzwi przyczepy. Nagle nowo poznany chłopak otworzył drzwi. Nie zdążyłam się uchylić i dostałam w głowę. Wywróciłam się.  Teraz sobie leżałam na ziemi.
                                                                             
 -Matko! Przepraszam! Nie chciałem!-zaczął się
tłumaczyć.
-Spoko.Jak widać żyję jeszcze.-odpowiedziałam. Złapałam się za bolące miejsce.
-Jeśli nie chcesz, żeby ten chłopak cię zobaczył to lepiej chodź.-podał mi rękę, którą złapałam i podniosłam się. Weszłam do przyczepy, z pomocą chłopaka, chociaż nie byłam do końca pewna czy to dobry pomysł, w każdym razie miałam nadzieję, że nie będzie tam więcej drzwi.
-Dziękuję za pomoc.-uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co. Trzymaj.-podał mi lód w woreczku.-Chyba, że chcesz mieć guza na czole.-zaśmiał się.
-Taa bardzo śmieszne.-walnęłam go w rękę.-Nie ma mowy, żebym miała mieć guza.Idę dzisiaj na koncert.
-O serio?-zaciekawił się.-A czyj?
-Takiego jednego nie zbyt ciekawego zespołu.-Nie chciałam, zęby drążył temat.
-Ale jednak idziesz, czyli ten zespół musi coś w sobie mieć.-powiedział. ''Taa mojego brata''-pomyślałam.
-W każdym razie po coś tu podeszłam.-zaśmiałam się.-Po proszę pepsi i m&msy.
-Ależ oczywiście już służę.-Zaśmialiśmy się. Chłopak podał mi zamówienie a ja mu zapłaciłam.
-Pracujesz tutaj całe wakacje?-zapytałam.
-Tak. Pomagam wujkowi. Zawsze parę groszy się przyda, prawda?.
-Jasne, ale chyba ci się tu trochę nudzi...-powiedziałam.
-Wiesz, dzisiaj to ja mam aż za nad to emocji.-zaśmiał się.-Ale czasami brakuję mi kogoś do kogo mógłbym się odezwać.
-Ej...my tu gadu, gadu a ja nie wiem jak masz na imię, ani nic-zaśmiałam się,
-I vice versa.-Jestem Dean-podał mi rękę.
-Ja Isabella, ale mów mi Izzy, czy jak tam chcesz.-odpowiedziałam.
-Miło cię poznać.
-Ciebie również. Miło tu masz.-rozejrzałam się.
-Trochę ciasno, ale narzekać nie mogę.-podrapał się po głowie.-Ten chłopak, który biegł...to twój chłopak?-zapytał nerwowo.
-Co? Nie-zaśmiałam się.-To kolega mojego brata, dzisiaj go poznałam.-odpowiedziałam.-Jak na razie jestem wolna i chyba to się prędko nie zmieni.
-O widzisz-zaśmiał się.-To zdrowie singli!-wznieśliśmy toast(ja pepsi on colą taaa to taka różnica).
-Nie będę nadużywać twojej gościnności, do której cię w sumie zmusiłam...-oddałam mu lód.
-Wcale nie nadużyłaś, towarzystwo bardzo mi się przydaje.-uśmiechnął się.
-Mówisz to tylko z grzeczności.-stwierdziłam i się zaśmiałam.-naprawdę idę jakbyś czegoś chciał to najprawdopodobniej będę siedzieć na ławce na przeciwko.-zaśmiałam się. Zobaczyłam sporą kolejkę pod budką.-Obsłuż klientów-zaśmiałam się.
-Miło było cię poznać-powiedział i pomachał mi na pożegnania. Odwzajemniłam ten ruch i wyszłam z przyczepy. Stwierdziłam, że Josh już na pewno dał sobie spokój, więc spokojnie będę mogła posiedzieć sobie na ławeczce. Zajęłam miejsce na tej na przeciwko Deana, tak jak mu powiedziałam. Popatrzyłam co robi, obsługiwał ludzi, muszę powiedzieć, że miał tu spory ruch.




________________________________________________________________________________

Podzieliłam ten rozdział na dwie części, ponieważ wyszedł mi jakiś taki krótki.

Dziękuję za wasze komentarze które bardzo mnie motywują i sprawiają, że szczerze się do ekranu.

Mam nadzieję, że nie obrazicie się za ten rozdział. Postaram sie dodać kolejny jak najszybciej.

Enjoy!!!

~Isabella Greey

Ps rodział jest nie sprawdzony! Dodaje go z komórki ; )

7 komentarzy:

  1. Czaaaaadzior ! Pisz nexta ! Juuuuz / @NikaMaja

    OdpowiedzUsuń
  2. Iayn lub Zzzy xD Słodkie stworzonko xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Czaddddddddddddddddd aaaa jak glupia szczerze się do ekranu bez sens no ale cuz tak na mnie działasz ;) czekamy na neta :*

    OdpowiedzUsuń
  4. ŚWIETNY TROCHE KRÓTKI ALE CÓŻ
    NO ALE NASTĘPNY MIAŁ BYĆ JAK NAJSZYBCIEJ A ILE CZEKAMY -,-

    OdpowiedzUsuń